niedziela, 19 marca 2017

Nicholas Evans "Zaklinacz koni"












"Chyba to właśnie jest wieczność. Po prostu jeden długi ciąg takich "teraz". I chyba też wszystko, co można zrobić, to spróbować żyć jednym teraz w danej chwili, nie zawracać sobie zbytnio głowy poprzednim teraz albo następnym "teraz"

Czternastoletnia Grace i jej koń Pielgrzym ulegają poważnemu wypadkowi. Dziewczynka traci w nim nie tylko przyjaciółkę i własną nogę, ale zaufanie i pogodę ducha jej końskiego towarzysza. Tragedia ta pozostawiła głęboką bruzdę w sercach wszystkich; Grace, jej rodziców, jak i również zwierzęcia.
Zdesperowana Annie, matka dziewczynki, próbuje za wszelką cenę odbudować życie jej rodziny na nowo. Nie zgadza się na uśpienie cierpiącego Pielgrzyma, bo gdzieś wewnątrz głęboko wierzy, że znajdzie się ktoś, kto zdoła mu pomóc. Pokonuje dwa tysiące mil, by pewien człowiek, zwany zaklinaczem koni, dał Pielgrzymowi kolejną szansę na normalne życie. Nie wie jeszcze, jak bardzo Tom Booker wpłynie na ich losy i jak bardzo odmieni on relacje między nią a jej rodziną. Annie odnajdzie również coś, o czym zawsze tak skrycie pragnęła.

Kiedy sięgałam po tę książkę, w głowie miałam tylko strzępki kadrów z jej ekranizacji, którą oglądałam bardzo dawno temu. Stopniowo, kartka za kartką przypominałam sobie całą fabułę dochodząc do wniosku, że książka skrywa w sobie więcej magii i zachęty do poznania tej historii niż sam film. Autor oczarował mnie swoim przyjemnym stylem, w momentach poetyckim - ale bez zbędnej przesady. Opisy przyrody, których jestem fanką, również były doskonałe. Co mnie mogło rozczarować? Pisarz nie zagłębił się w psychikę swoich bohaterów, nie przedstawił tej tragedii z punktu widzenia poszkodowanej Grace, która wydawała się, jakby przeżyła zwykły upadek na rowerze i stłukła jedynie kolano. Liczyłam na trochę obszerniejszy psychologiczny obraz bohaterów, ale Evans wynagrodził mi to wątkiem zakazanej miłości - wątkiem subtelnym, niezbyt wynurzającym się na pierwszy plan tej historii i idealnie przedstawionym. Gorące uczucie, które wybuchło między dwojgiem zagubionych ludzi, z tragicznym zakończeniem - coś, co uwielbiam najbardziej.

Zaklinacz koni to piękna, poruszająca i zapadająca w pamięć książka. Opowieść nie tylko o walce, stawianiu czoła kolejnym przeciwnościom. To również nauka o tym, jak odkrywać w sobie siłę do ich pokonywania, odnajdując przy tym samego siebie.

10/10

Tytuł: Zaklinacz koni
Autor: Nicholas Evans
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
okładka: miękka
liczna stron: 352

6 komentarzy :

  1. Pamiętam czasy, gdy obiecywałam sobie, że to przeczytam (bo konie XD), ale książka jakoś zniknęła w tłumie innych. Znając mnie 10/10 bym jej nie dała, ale może kiedyś będzie nam po drodze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dałam jej 10, bo otrzymałam od tej lektury wszystko to, czego oczekuję od czytanych przeze mnie książek. I wiem, że na pewno jest warta polecenia :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. "Zaklinacz koni" to jedna z ulubionych pozycji mojej mamy. Za każdym razem ogląda film w telewizji, a że kiedyś oglądałyśmy go razem, przeszło na temat książki. Mama stwierdziła, że przeczytałaby jeszcze raz, a ja, że mogłabym poznać oryginał. Tyle tylko, że to było tak dawno, że niewiele z tej książki pamiętam... Fabułę i owszem, z wykonaniem gorzej. Początek chyba szedł mi dość topornie, potem było łatwiej. Za to koleżanka nie mogła zdzierżyć, że tak dużo jest o koniu właśnie.
    Ale za to kupiłam równie dawno "Odważnych" tego samego autora i muszę się za nich czym prędzej zabrać :).

    Zapraszam na http://morriganowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zaklinacz..." zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejne książki tego autora, mam nadzieję, że to zrobię :) Dziękuję za link do bloga i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Hm, ja trochę inaczej odebrałam ten wątek z tragedią Grace, ale faktem jest też, że "Zaklinacza koni" czytałam bardzo dawno, chyba jakoś na przełomie podstawówki i gimnazjum, w podobnym czasie oglądałam też film, który również bardzo lubię. Muszę sobie odświeżyć tę historię, bo co jak co - rzeczywiście jest magiczna!
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba muszę odświeżyć sobie film, co przyłapuję się na tym, że coraz częściej o nim myślę :D może będzie to dobra odskocznia od przygotowań do matury... Również pozdrawiam :)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka